11 stycznia 2013

Wieczór z grzańcem - jak przezimować, żeby nie zwariować

Przypomniałam sobie o grzańcu i już wiem jak przetrwamy zimę. Nie da się zupełnie na trzeźwo znieść niekończącego się deszczośniegu za oknem. Napaliliśmy w kominku, przygotowaliśmy grzańca i było prawie jak w knajpce z Glühwein'em na stoku. Tyle, że zamiast suszyć rękawice po śnieżnym szaleństwie, suszyliśmy zęby za sprawą jakiejś głupawej komedii w TV.




Można oczywiście kupić gotowego grzańca (bardzo przyjemny jest galicyjski) albo użyć gotowej mieszanki przypraw (często jednak zawierają straszną ilość cukru i wino z taką mieszanką to roztwór całkowicie nasycony). 

Do domowego grzańca potrzebna jest butelka czerwonego wina, nie musi być z najwyższej półki... Niektórzy upierają się, że powinno to być wino wytrawne i słodzą je cukrem bądź miodem. Inni twierdzą, że najlepsze jest półwytrawne czy półsłodkie. Ja użyłam półsłodkiego, najtańszego jakie było w sklepie, w ramach eksperymentu. Mój tato mawia, że tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie ;) Do swojego wina dodałam kilka plastrów pomarańczy, dużą szczyptę goździków, szczyptę cynamonu i imbiru, odrobinę gałki muszkatołowej. 

Trzeba podgrzewać wino powoli na małym ogniu, aż będzie bardzo gorące. Uwaga! Nie zagotować. 
Żeby dłużej trzymało temperaturę wcześniej podgrzałam kubki w kuchence mikrofalowej.



Kiedy już nawet mój (niewychodzący zbyt często) kot, z utęsknieniem patrzy za okno, w oczekiwaniu na śnieg, to znaczy, że zima w tym roku zawodzi nie tylko małych saneczkarzy. Nie trzeba być wybitnym estetą, żeby stwierdzić, że wypatrywane przez Lolkę zające prezentują się dużo lepiej na białym puchu niż na zgniłej trawie. 

Grzaniec nie spowoduje, że zima tutaj będzie magiczna niczym w alpejskim kurorcie, ale za to świetnie rozgrzewa i bardzo poprawia humor :D 
Udanego weekendu! J&A 

5 komentarzy:

  1. dobry grzaniec nie jest zły! :-)
    pozdrawiam,
    Szana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie tak!:) lekko pijane uśmiechy przesyłam! :))

      Usuń
  2. I ja lubię grzaniec, nawet bardzo! Odnośnie samej zimy- niby wszystko fajnie, śnieg musi być...Ale kurna, czemu jak zacznie padać, to spaść do końca nie może??? W Bełchatowie pada i pada od kilku dni, a ja przed raną z mężęm jak te "Tap Szpadl" wystajemy i wieczorem powtórka...Echhh, kiedy wiosna?
    Aaaa i jeszcze musze napisać, że zarówno Brodka z płytą "Granda" i Florence + the Machine są przeze mnie katowane od kilku miesięcy :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Bardzo lubię je czytać! ♥