30 marca 2013

Mazurek z bakaliami mojej prababci

Jak mówią - lepiej późno niż później. Właśnie skończyłam przygotowanie mazurka według przepisu mojej prababci. Jest to zdecydowanie najlepszy mazurek na świecie. Lojalnie ostrzegam, jest czasochłonny, pracochłonny i kaloryczny. Raz do roku, dla doznań smakowych, można się poświęcić. Warto. Odkąd zjadłam pierwszy kawałek tego mazurka, nie interesują mnie żadne inne. 



Składniki na ciasto:
  • 18 dag smalcu
  • 50 dag mąki
  • 0,5 szklanki cukru pudru
  • 1 łyżka masła
  • 2 jajka
  • 3 łyżki kwaśnej śmietany
  • cukier waniliowy - opakowanie
  • 0,5 opakowania proszku do pieczenia
  • + filiżanka mocnej kawy do skropienia

Składniki masy:
  • dżem albo konfitura (użyłam marmolady z różą i smażonych wiśni)
  • kostka masła
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżka wody

Składniki na lukier:
  • szklanka cukru pudru
  • sok z połówki cytryny 

Bakalie:
  • pokrojone bakalie, może być wszystko (wykorzystałam figi, morele, daktyle, rodzynki, orzechy włoskie i skórkę pomarańczową)


1. Tłuszcz powinien być miękki. Z wszystkich składników zagnieść ciasto na gładko. Na początku nie jest łatwo, ale kto powiedział, że będzie łatwo. Nie należy się zrażać. 

2. Podzielić ciasto na 3 jednakowe części i każdą rozwałkować na prostokąt wielkości dużej blaszki. Ponieważ to graniczy z cudem lepiej ułatwić sobie życie i rozwałkować prostokąty wielkości 3/4 blaszki. Najłatwiej użyć niskiej blaszki bez jednego boku.

3. Piec ciasto na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w temperaturze 180 stopni. Ponieważ ciasto jest cieniutkie należy je obserwować i jak tylko się zarumieni wyjąć z piekarnika. 

4. Po upieczeniu, każdy placek skropić mocną kawą. Placki będziemy przekładać masą i konfiturą.

5. Przygotować masę: wodę z cukrem zagotować, lekko przestudzić. Ucierać masło z żółtkiem i syropem cukrowym na pulchny krem.

6. Na pierwszy placek nakładamy konfiturę (u mnie wiśnie smażone wymieszane z marmoladą różaną). Następnie kolejny placek i maślany krem. Na wierzchni placek dajemy lukier, który robimy z cukru pudru i soku z cytryny - należy samemu określić jak gęsty ma być. Następnie posypujemy całość pokrojonymi bakaliami. 



Wesołych Świąt!


27 marca 2013

Mini rogaliczki orzechowe

Te małe ciasteczka są cudownym dodatkiem do filiżanki herbaty. Piekłam je pierwszy raz ale na pewno nie ostatni. Robi się je bardzo szybko, ciasto zagniata się łatwo i przyjemnie. Użyłam orzechów włoskich, które po prostu uwielbiam w wypiekach. Rogaliczki są delikatnie kruche, nie za słodkie, pyszne po prostu.

Następnego dnia smakują nawet lepiej niż zaraz po upieczeniu i pewnie w kolejnych też, ale nie wiem czy komuś uda się to sprawdzić. Szybko znikają... a co mi może zrobić takie małe ciasteczko? :)


Składniki:
  • 2 szklanki mąki krupczatki 
  • 20 dag Kasi do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru pudru 
  • 1 szklanka posiekanych orzechów (mogą być włoskie i laskowe pół na pół, użyłam tylko włoskich) 
  • cukier puder do posypania 

1. Wszystkie składniki wraz z lekko rozmiękczoną Kasią do pieczenia (startą na tarce o grubych oczkach) zagniotłam na jednolite ciasto. 

2. Uformowałam z ciasta kulę, owinęłam je w folię i włożyłam na godzinę do lodówki. 

3. Wychłodzone ciasto podzieliłam na części i formowałam z niego kulki wielkości orzecha włoskiego, a następnie w dłoniach  toczyłam ruloniki, z których powinny powstać zgrabne rogaliki - u mnie wyszły raczej podkówki:) 

4. Układałam je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, nie smarowałam żadnym tłuszczem.

Piekłam rogaliczki w temperaturze 200 stopni przez ok. 20 minut. Trzeba pilnować czasu - im mniejsze ciasteczka tym krócej pieczemy. Zarumienione rożki zsunęłam z blaszki - uwaga są dosyć kruche kiedy są ciepłe. Na koniec posypałam je cukrem pudrem. 



świąteczne przepisy

25 marca 2013

Domowy torcik Sachera

Autentyczny wiedeński przepis na tort Sachera otoczony jest tajemnicą, jego receptura jest pilnie strzeżona ale oczywiście są i przepisy domowe. Jadłam oryginalny tort w hotelu Sacher. Miał idealny kształt i był idealnie podany ale chyba wolę jego domowe wersje. Tort z poniższego przepisu jest wyrazisty ale delikatny. Swój przełożyłam marmoladą morelową dwa razy. Można przełożyć raz lub posmarować marmoladą jedynie na wierzchu oraz boki. Wydaje mi się, że torcik ma ciekawszy smak jak jest więcej moreli.

Czujecie już wiosnę w powietrzu, czy na śmigusa-dyngusa będziemy się rzucać śnieżkami?:)


Składniki:
  • 16 dag cukru pudru 
  • 16 dag Kasi do pieczenia
  • 16 dag czekolady gorzkiej 
  • 16 dag mąki 
  • paczuszka cukru waniliowego lub wanilia 
  • 5 jaj 
  • łyżeczka proszku do pieczenia 
  • marmolada, dżem lub konfitura morelowa do przełożenia ciasta 

1. Wymieszać miękką Kasię do pieczenia z cukrem pudrem, cukrem waniliowym i roztopioną w kąpieli wodnej, delikatnie przestudzoną czekoladą.

2. Oddzielić białka od żółtek.

3. Wbijać stopniowo żółtka ukręcając na pulchny krem.

4. Przesianą mąkę wraz z proszkiem do pieczenia dodawać do masy na zmianę z ubitą pianą z białek.

Piec ok. 45 minut, w tortownicy (o średnicy 24 cm) wyłożonej papierem do pieczenia, w temperaturze 180 stopni. Wystudzić w formie. 

Następnego dnia przekroić ciasto na połowę, lub tak żeby wyszło trzy placki i przełożyć marmoladą. 

polewa - składniki
  • 200g czekolady gorzkiej
  • 160g kremówki
Czekoladę połamać i razem z kremówką umieścić w małym garnuszku. Delikatnie podgrzewać i ciągle mieszać, czekać aż czekolada się rozpuści i połączy z kremówką, nie gotować. Kiedy polewa będzie gładka, wylać na tort, wyrównać.




Jeżeli szukacie ciekawych, sprawdzonych przepisów na świąteczne wypieki to polecam także mój ulubiony pyszny tort migdałowo orzechowy bez masy i mąki oraz najlepszy świąteczny zawijaniec.

więcej świątecznych przepisów

23 marca 2013

Pyszny keks z bakaliami

Ostatnio przeglądałam notes mamy, w którym przez lata zbierała i skrzętnie przechowywała przepisy babć, ciotek i jeszcze inne skarby. Takie notesy z rodzinnymi zapiskami, poplamionymi kartkami są niesamowitą skarbnicą wspomnień smaków, świąt, ludzi. Miałam ochotę na wszystko co w nim znalazłam. Zbliżają się święta więc będzie okazja do powtórzenia najlepszych wypieków.

Tymczasem pyszny keks z bakaliami. Bakalie uwielbiam na  co dzień, ale także nieodłącznie kojarzą mi się z wielkanocnymi ciastami. Często też do świątecznych wypieków wykorzystujemy same żółtka i z białkami nie za bardzo jest co zrobić. Ten keks jest dobrym sposobem na wykorzystanie białek i wszystkich pozostałych bakalii. Bardzo fajny aromat daje mu skórka cytrynowa. Rozmaite dodatki sprawiają, że każdy kęs może być inny. Jest pyszny, idealnie pasuje do herbaty i myślę, że zagości na naszym stole na dobre, nie będę czekać, aż zostaną białka z innych wypieków.


Składniki:
  • 1 szklanka białek (u mnie z 6 jajek)
  • 2 niezbyt pełne szklanki cukru pudru 
  • 225g Kasi do pieczenia 
  • 3/4 szklanki mleka 
  • 1 cytryna 
  • 3 szklanki mąki 
  • czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • bakalie - im więcej tym lepiej, można wykorzystać wszystkie (dodałam rodzynki, suszone morele, figi, żurawinę, orzechy włoskie, migdały...)

1. Odsypać 2-3 łyżki mąki (do wymieszania z bakaliami). Pozostałą mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia.

2. Cytrynę umyć (swoją dodatkowo wyparzyłam), zetrzeć skórkę na tarce o drobnych oczkach.

3. Białka z cukrem ubić na sztywno.

4. Następnie wlewać do nich roztopioną Kasię oraz na przemian mąkę i lekko podgrzane mleko ciągle mieszając.


5. Bakalie pokroić, niezbyt drobno i wymieszane z mąką dodać do ciasta. Dodać skórkę cytrynową i wymieszać.

6. Ciasto przelać do foremki wysmarowanej Kasią i oprószonej mąką. 

Piec w nagrzanym wcześniej piekarniku do ok.200 stopni do "suchego patyczka". Tak mówi notes. Ze swoim piekarnikiem poznaliśmy się już doskonale. Po 30 minutach keks był bardzo rumiany więc zmniejszyłam temperaturę do 170 stopni i piekłam jeszcze ok. 20 minut.



świąteczne przepisy

22 marca 2013

29

Zastrzegam, że ten post nie jest próbą wyłudzenia życzeń urodzinowych. Zawsze w dniu urodzin jestem w takim dziwnym stanie, niektórzy mają to w Sylwestra. Myślę o tym, czego nie udało mi się zrobić i o tym co może uda się osiągnąć w nowym roku. 

Właśnie kończę 29 lat. Dla jednych jestem gó*niarzem (i tak głównie się czuję) dla innych starą babą - pamiętam co myślałam o trzydziechach kiedy miałam naście lat. Teraz uważam, że wiek nie jest żadnym wyznacznikiem. Bardzo młoda osoba może być dojrzalsza od niejednego staruszka, można też być wiecznie młodym (nie mylić z dzidzią piernik). Swoją drogą bardzo podobają mi się babcie w trampkach, które często widuje się wśród zagranicznych turystów. Postanowienie na starość: nigdy nie chodzić w brzydkich, ortopedycznych butach.

Chciałabym mojej mamie życzyć wszystkiego najlepszego z okazji moich urodzin. Dziękuję Ci za wszystko. Nie wiem jak to się stało, że Twoja córka wygląda jak Twoja siostra. Fakt, trochę się posunęłam, ale Ty się nic nie zmieniłaś odkąd namalowałam Cię kredkami woskowymi na ścianie w moim pokoju. Dziękuję też A. za to, że dzielnie znosi mój wybuchowy charakterek i za to że dziś dostałam "Kulinarne wyprawy Jamiego":) Oczywiście napiszę Wam najfajniejsze przepisy.

Dodatkowo, chyba w prezencie urodzinowym, dostałam nominację w krążącym po blogosferze Creative Blog Award, od  Szalonej lekarki z wielkiego miasta. Dziękuję! Jestem wzruszona. Moją ekscytację potęguje fakt, że w życiu nic nie wygrałam, a tu takie wyróżnienie;)

Zasady : 
1. Wyróżnij 5 blogów-nie można nominować bloga, od którego zabawa przywędrowała. 
2. Poinformuj osoby wyróżnione. 
3. Umieść informację o wyróżnieniu na swoim blogu. 
4. Podziękuj za wyróżnienie. 
5. Opisz siebie w trzech słowach.

Lubię proste i jasne zasady. Tylko jak tu wybrać 5 blogów pośród wszystkich, do których zaglądam. Ciężko. Dura lex sed lex, moje wyróżnienia:

Andźka i cuda i cudeńka - mamy podobne upodobania, nie tylko kulinarne
Kachna - emigrantka z miłości - za Włochy i Lisę;) ale nie tylko
Basia i jej kulinarna mekka - za miłość do jedzenia, gotowania i ludzi, wspaniałe przepisy
Olimpia i pomysłowe pieczenie - za optymizm, chleby... ;)
ankawell i życie od kuchni - za uśmiechnięte ciasto i celne uwagi

Ja w trzech słowach? To już chyba łatwiej było wybrać 5 blogów. 
wrażliwa, sarkastyczna, przewrotna

Poprosiłam o pomoc A. i mamę. Oto co powiedzieli:
piękna, mądra, seksowna
prześmiewca, wesoła, odpowiedzialna

Nie trudno się domyślić, które słowa padły z ust mężczyzny. Nie groziłam mu niczym, od kilku lat ma przyklejone klapki na oczach. Mądra dodał tylko dlatego, żeby nie było zbyt seksistowsko zapewne.

Niby wiosna, a za oknem sypie śnieg jak w środku zimy. Na koniec tego wyjątkowo megalomańskiego wpisu wklejam obrazek, który cały dzień za mną chodzi i obiecuję, że następny taki wpis dopiero za rok.


20 marca 2013

Żółte kiwi - wygląda na to, że jestem zielona

Lubię owoce i wydawało mi się, że znam większość popularnych odmian dostępnych w sklepach, a tu niespodziewanka. Dostałam w prezencie żółte kiwi. Śmieszne jest. Poza innym kolorem miąższu, ma gładką skórkę, bez tych charakterystycznych włosków, jest zwyczajnie łyse. 



Jest też słodsze od zielonego. Pojawił się głos, że w smaku wyczuwalny jest agrest, ale ja go nie rozpoznaję. Jeżeli jestem ostatnią osobą, która dokonała tego niesamowitego odkrycia, to powiedzcie z czym Wam się kojarzy ten smak. 

Próbowałam googlować moją przekąskę i niezbyt wiele informacji znalazłam. Jest zagadkowa jak światowa kariera zespołu Weekend. Żółte kiwi to odmiana stosunkowo nowa, podobno stworzyli ją badacze z Włoch. Tradycyjne kiwi ma bardzo dużo witaminy C, a co ma żółte? Tego nie jestem pewna, ale jest smaczne.

18 marca 2013

Placuszki bananowe i łakome myszki

Przepis na placuszki pochodzi z książki "Rób co chcesz tylko gotuj", a znalazłam go na blogu Ivki choco-freak. Ostatnio smażę z uporem rozmaite placki, racuchy i naleśniki. Te bananowe są ekspresowe, dlatego są fajną propozycją na śniadanie.


Potrzebujesz do nich jedynie banana, jajko i trochę mąki. Dodałam też szczyptę soli, moja wersja jest uboższa w przyprawy, placki miały być bazą do serka i malin. 

Przygotowanie: do roztrzepanego jajka dodajemy pokrojonego na kawałki banana, rozgniatamy widelcem, dodajemy szczyptę soli. Wsypujemy odrobinę mąki aby zagęścić delikatnie ciasto, powinno być tak gęste jak ciasto na kluski kładzione. Smażymy na rozgrzanym oleju, na złocisty kolor. Na koniec przełożyłam placki na papierowy ręcznik, żeby ściekł zbędny tłuszcz. Z takich proporcji wychodzi ok. 6 placuszków.

Mus malinowy zrobiłam miksując mrożone maliny i odrobinę soku pomarańczowego.
...a tu już kolejna bajka ;)

15 marca 2013

Precz z idiotami i kawowe naleśniki

Marzę o wiośnie. Jak się pojawi choć na sekundkę, to ją obezwładnię i zatrzymam. Czuję się jakbym była na baterie słoneczne i długo już tak nie pociągnę. Nie mam siły walczyć z idiotami, którzy już nie tylko kule rzucają pod nogi ale sami czepiają się tych nóg tak, że nie da się od nich opędzić. Czasami cieszę się, że nie jestem postawnym facetem, inaczej teraz pewnie siedziałabym w więzieniu za nieumyślne spowodowanie śmierci. 

Chcę już wyrywać chwasty, dłubać w ziemi zapominając o bożym świecie, nic tak nie działa na stres (zauważyliście, że najmniejsze chwasty mają najdłuższe korzenie, dostrzegam tu pewną analogię do idiotów). 

Tymczasem próbowałam poprawić sobie nastrój naleśnikami. Kiedy rosła sterta cieniutkich jak pergamin, miękkich i okrągłych naleśniorów myśli jakoś same kierowały się w inną stronę. 
Tak było wieczorem, fruwające naleśniki, Bob Marley z głośnika i żar ...z kominka póki co, trochę mi przeszło. Dzisiaj nowy dzień i ci sami, wczorajsi idioci, jednak się nie odczepią.

Przynajmniej mamy fajne przekąski. Zmartwienia inaczej smakują przegryzane czymś fajnym. Dodałam do ciasta kawę, pachniało jak pyszne cappuccino. Delikatny kawowy aromat dodaje naleśnikom charakteru, nie są już tylko zwykłymi naleśnikami. Zasłużyły na swoje miejsce na blogu. Zjadaliśmy je z śmietankowym serkiem naturalnym i dżemem figowym. Były naprawdę dobre.




Składniki:

  • szklanka kawy
  • szklanka mleka
  • szklanka mąki
  • jajko
  • szczypta cukru
  • kropelka oleju
Mieszam wszystkie składniki ciasta i smażę naleśniki na teflonowej patelni bez tłuszczu. Z tych proporcji wychodzi ok. 8 sztuk. 


Zostawiam Cię z Przyjaciółmi, którzy także często poprawiali mi nastrój. Udanego weekendu!

13 marca 2013

Rożki serowe ♥

To są moje ukochane rożki z dzieciństwa. Miałam jakiś opór przed tym, żeby powtarzać wypieki mamy. Chyba chciałam zachować pyszne wspomnienia, nie ryzykować, że to co dawniej wydawało mi się cudem cukierniczym, w moim wykonaniu będzie zwykłym gniotkiem i zrujnuje całe wrażenie. Pierwsze koty za płoty. Rożki wyszły idealne! Tak właśnie zapamiętałam ten smak. Są wspaniałe. Serowe ciasto, do którego nie dodaje się żadnego cukru, fajnie podkreśla słodko-kwaśne nadzienie. Wersja ze smażonymi wiśniami i marmoladą różaną nie ma sobie równych. Tego się nie da opowiedzieć, musicie sami spróbować.



Składniki:

  • 25dag twarogu
  • 25dag mąki 
  • kostka margaryny
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia 
  • do nadziewania: dżem, konfitura lub marmolada (u mnie smażone wiśnie wymieszane z marmoladą różaną) nadzienie powinno być gęste, by nie wyciekło podczas pieczenia. 
Jeżeli zamarzyły Ci się smażone wiśnie, a nie masz przetworów, można je szybko zrobić wykorzystując opakowanie mrożonych.


1. Składniki ciasta posiekać nożem, zagnieść i ochłodzić chwilę ciasto w lodówce. 

2. Rozwałkować ciasto na grubość ok. 0,5 cm i wycinać kwadraty o boku ok. 10 cm.


3. Na każdy nakładać łyżeczkę nadzienia.


4. Składać ciasto tak, by wyszły trójkąty, kleić rożki zlepiając boki.

Piec ok. 20 minut na złoty kolor w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.

Posypać cukrem pudrem lub wystawić za okno i poczekać, aż śnieg zrobi swoje :) 




Jeżeli lubicie bajki, chociaż mam małą tremę, zapraszam do zerknięcia do nowej zakładki...

11 marca 2013

Sałatka śledziowa z ziemniakami

Pomysł na sałatkę sprzedała mi mama. Powinna się trochę przeżreć (sałatka, nie mama) dlatego warto przygotować ją chwilę przed podaniem. Prawdopodobnie nie jest to propozycja na pierwszy wspólny romantyczny wieczór, bez kokieterii, po prostu ma dosyć intensywny smak, o zapachu nie wspomnę. Przepadam za śledziami, a w połączeniu z ziemniakami, ogórem i cebulą są po prostu super. Coś czuję, że będę dziś noszona na rękach - mam w domu jednego takiego co docenia śledzie.


Do pełni szczęścia będą potrzebne:

  • ok. 500g śledzi solonych lub w oleju (u mnie 5 filetów solonych)
  • ok. 500g ziemniaków (u mnie 8 ziemniaków)
  • kilka ogórków kiszonych (u mnie 4 ogóry)
  • 1 cebula czerwona
  • koperek
  • pieprz
  • 1 łyżka majonezu
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 1 łyżka oliwy

1. Oczyszczone ziemniaki ugotowałam w mundurkach w lekko osolonej wodzie. 

2. Śledzie solone należy wypłukać i wymoczyć (swoje wymoczyłam ok. godzinę w wodzie, wysuszyłam papierowym ręcznikiem). Śledzi w oleju nie trzeba moczyć, wystarczy wyjąć z zalewy i odsączyć. Następnie śledzie pokroiłam w kostkę.

3. Ugotowane ziemniaki obrałam ze skórki i pokroiłam w dużą kostkę.

4. Cebulę, ogórki pokroiłam - uwaga zaskoczenie - w kostkę i dodałam je do ziemniaków i śledzi.

5. Majonez, oliwę i musztardę wymieszałam na jednolity sos. 

6. Posiekałam koperek, dodałam go do reszty składników i wymieszałam wszystko dodając stopniowo sos. Jest go dosyć mało więc najlepiej delikatnie mieszać i powoli dodawać sos tak, żeby nie rozwalić ziemniaków. 

Nie dodawałam soli. Składniki powinny być pokrojone dosyć grubo, nie robimy pasty. Nie mają też pływać, tylko ładnie się razem połączyć więc nie dajemy więcej sosu niż jest to konieczne. Na koniec dodajemy świeżo zmielonego pieprzu. Taaaa daam!


9 marca 2013

Ciasteczka z masłem orzechowym

Te ciasteczka są dziecinnie proste do wykonania. Kiedy są w piekarniku dom obłędnie pachnie orzechami. Mają słodko - słony smak, są maślane i pyszne. Do jednej ręki ciastko, do drugiej kawa i... brakuje rąk by przewracać strony ulubionej gazety :D

Mi najbardziej smakują z caffe mocha (u mnie to po prostu kawa z dodatkiem ciemnego kakao i mleczka) i z dżemem figowym, który idealnie wypełnia rowki w ciastku. Rozpusta. Nie są to wypieki typu light, a wręcz dietetycy dostają na ich widok wypieków. Nawiasem mówiąc produkty light wcale do mnie nie przemawiają. Co to właściwie jest mleko 0% i co to jest aspartam? Zachowując umiar chyba wolę jednak "normalne" produkty (napisałam przegryzając trzecim ciastkiem - łącznie trzy miliardy kalorii).


Wracając do ciastek. Widziałam wiele przepisów na takie orzechowe, swoje zrobiłam nie posługując się żadnym konkretnym. Użyłam tego, co miałam pod ręką i wyszły bardzo dobre. Można do ciasta dodać pokruszoną czekoladę, u mnie tym razem w wersji podstawowej.


Składniki na 12 ciastek:
  • 1 szklanka mąki (wymieszałam orkiszową i pszenną)
  • 1/2 szklanki brązowego cukru
  • 1/2 szklanki masła
  • 8 łyżek masła orzechowego (użyłam kremowego felix)
  • 1 jajko
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego lub ekstraktu
  • 1/2 łyżeczka soli

1.  Mąkę mieszamy z proszkiem do pieczenia i solą.

2. W misce ubijamy masło z cukrem na puszysto.

3. Następnie dodajemy masło orzechowe, jajko, aromat waniliowy i mieszamy.

4. Stopniowo dodajemy mąkę i cały czas mieszamy.

5. Z gotowej masy formujemy kulki o średnicy ok. 4 cm i układamy je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia w kilkucentymetrowych odstępach. Następnie spłaszczamy je widelcem, tworząc wzorek (u mnie kratka).

Jeżeli masa nie daje się formować można wstawić ją do lodówki na kilka chwil.

Pieczemy ok. 15 minut w temperaturze 180 stopni (grzanie górne i dolne). 

smacznego!

Po wyjęciu z piekarnika należy odczekać aż ciastka przestygną i dopiero wtedy pałaszować - lubią się rozwalać zanim zastygną. 

8 marca 2013

Naleśniki meksykańskie

Moje naleśniki są meksykańskie głównie dlatego, że wczoraj w kuchni zapanował istny Meksyk podczas ich przygotowywania. Zatarłam sobie oko papryczką chili, poparzyłam łapę i upuściłam nóż, oczywiście tą bardziej interesującą stroną, prosto na mały paluszek u stopy. Już nie wspomnę, że wykorzystałam jedno jedyne piwo do ciasta, a mężczyzna po powrocie z pracy nie marzył o niczym innym. Na szczęście wszystko skończyło się stosunkowo dobrze, palec, oko i związek przetrwały kolejną próbę, a naleśniki, które sobie wymyśliłam wyszły bardzo smaczne.


Składniki na min. 12 naleśników.

Ciasto naleśnikowe:
  • 0,5 litra piwa jasnego
  • 2 szklanki mąki kukurydzianej
  • 2 jajka
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka mleka
  • 1 łyżeczka oleju
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka cukru
Farsz:
  • 500g zmielonego mięsa (u mnie z łopatki)
  • 1 czerwona papryka ramiro
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 cebula
  • 1 puszka pomidorów
  • 1 puszka fasoli czerwonej (kidney)
  • papryczka chili
  • oregano
  • łyżka soku z cytryny lub limonki
  • sól, pieprz
  • papryka czerwona w proszku
+ pietruszka do posypania i ser żółty, jeżeli wolicie wersję z zapiekaniem

1. Wszystkie składniki ciasta naleśnikowego mieszam, poczynając od jajek stopniowo dodaję płyny,  mąkę i całą resztę.

2. Smażę naleśniki na teflonowej patelni bez tłuszczu.


3. Posiekaną cebulę zeszkliłam na łyżce oleju. Zdjęłam z patelni.

4. Mięso podsmażyłam ze szczyptą słodkiej papryki, posoliłam i popieprzyłam. Dodałam do niego cebulę i pokrojoną w kostkę paprykę. Papryka ramiro ma bardzo fajny smak, delikatną skórkę i łatwo usunąć z niej pestki, ale można użyć zwykłej papryki czerwonej.

5. W czasie kiedy mięso się dusiło, pokroiłam pomidory i wraz z sokiem dodałam je do reszty składników.

6. Następnie dodałam posiekaną papryczkę chili, drobno posiekany czosnek, oregano, sól i pieprz i dusiłam, aż pomidorowy sok odparował.


7. Na koniec dodałam przepłukaną z zalewy fasolkę, sok z cytryny i wszystko dobrze wymieszałam na małym ogniu.

Zwijałam naleśniki z farszem. Można posypać je serem żółtym i zapiec z w piekarniku nagrzanym do 200 stopni, aż się rozpuści, ozdobić posiekaną pietruszką. 



Nie zapomniałam o Dniu Kobiet. Mam nadzieję, że nie tylko ja nie zapomniałam. Jeżeli znajdzie się taki jeden co myśli, że bojkotuję to święto (w tym roku nie bojkotuję), to będzie w błędzie więc lepiej niech zakupi tulipana po drodze do domu ;)
Wszystkim kobietom, życzę szybkiego powrotu wiosny, więcej takich piosenek i śpiewających dla Nas facetów.

Wyjątkowo udanego weekendu!


7 marca 2013

Nowa głowa

Miało być o zmianach ale w ramach zmian ścięłam włosy i przez cały dzień przed wizytą w salonie fryzjerskim nie myślałam o niczym innym jak o włosach właśnie. 

Wczoraj, na podłodze salonu Bartka Janusza zostawiłam swoje, żmudnie zapuszczane włosy. Dużo czasu (i cierpliwości) minęło zanim, z krótkiego irokeza, odrosły do ramion. Był moment, w którym wyglądałam po prostu dziwacznie. Kiedy już przetrwałam najgorsze chwile, udałam się do fryzjera.  Już pierwsze cięcie poprawiło mi nastrój, a im dalej w las tym większy uśmiech pojawiał się na mojej twarzy. Ścięcie to najlepszy pomysł na jaki wpadłam od dłuższego czasu. 



Może to dziwne, ale poczułam się uwolniona, weselsza i lżejsza. Nie potrzebowałam ani sekundy, żeby przyzwyczaić się do nowego wyglądu. Teraz jestem bardziej sobą niż jeszcze dzień wcześniej. Porzuciłam myśl o zapuszczaniu włosów kiedykolwiek. W końcu zrozumiałam też jedną rzecz. Nie każdy może być blondynką, nie każdy może mieć piękne długie włosy, wreszcie nie każdemu pasują krótkie fryzury. Moje cztery włosy na krzyż raczej nie zasługują na to, żeby je hodować. Nie ma sposobu, żeby wyglądały na bujną grzywę, kiedy mają naturalne tendencje do smętnego zwisania. Wrona orła nie urodzi. Trzeba ocenić uczciwie to co mamy na głowie i zrobić z tym coś najodpowiedniejszego. Włosy mają nas ozdabiać, a nie przytłaczać.

Pytałam Bartka o to co jest teraz modne i powiedział coś, co jest oczywiste, jednak nie wszyscy stosują taką zasadę - to co naturalnie nam pasuje. Nic na siłę. Nie każdy ma to wyczucie, co najlepszy stylista fryzur. Mamy loki, chcemy mieć proste, mamy rude, chcemy blond itd. Można wyglądać bardzo korzystnie albo bardzo niekorzystnie. Pół biedy jak wyglądamy po prostu nijak, ale po co? Dobrze dobrana fryzura podkreśla charakter i potrafi stworzyć całkiem nową jakość. Nie od dziś wiadomo też, że wygląd bardzo wpływa na samopoczucie.

świeżo po 

Jeżeli któraś z Was nosi się z zamiarem ścięcia i nie może przez to w nocy spać, to każdej powiem - ścinać! Pozostaje tylko mądry fryzjer, który nie zrobi nam krzywdy. Zakochałam się w Bartku. Ma mnóstwo dobrej energii i bardzo fajne podejście. Nie zrobi Ci na głowie czegoś co Cię oszpeci, nawet jak się uprzesz. Poleciła mi go koleżanka i chyba takie rozwiązanie zazwyczaj się sprawdza. Macie swojego ukochanego fryzjera, którego nie zdradzacie? Czy stawiacie na eksperymenty? Pierwszy raz w życiu nie miałam ochoty wyrwać mu suszarki i samej wysuszyć i ułożyć włosy.

Ile razy słyszałyście, że włosy nie zęby - odrosną. Ile razy chciałyście popełnić samobójstwo po wizycie u fryzjera? Dlatego uważam, że dobry fryzjer jest najlepszym przyjacielem kobiety, a dobrze dobrana fryzura to jeden z najważniejszych aspektów naszego wyglądu. Wraz z nadejściem wiosny, przychodzi chęć odświeżenia głowy. Niektóre dziewczyny pójdą podciąć końcówki i wrócą z płaczem do domu, że zamiast 2 cm fryzjer obciął 4. Jest jedno wyjście aby temu zapobiec - odzywać się podczas strzyżenia, a nie poźniej płakać w domu pod kołdrą przez miesiąc. 


Tak czy inaczej, nie bać się zmian. Nie można też za bardzo sugerować się tym co mówią inni, to my będziemy nosić swoją fryzurę i to my mamy się w niej dobrze czuć. Już nigdy nie posłucham tych, którzy twierdzą, że krótkie włosy są mało kobiece. Kobiecy jest uśmiech i dobre samopoczucie.

5 marca 2013

Ciasto marchewkowo - migdałowe

Nie ma chyba lepszej recenzji dla ciasta, jeżeli ktoś piecze je trzy razy w ciągu trzech dni, a nie zaopatruje cukierni, jak to zrobiła Kachna - Emigrantka z miłości. Znalazłam u Niej ten przepis i po przeczytaniu posta właściwie udałam się prosto do kuchni. Wyszło na to, że nie mam dokładnie takiej ilości składników jakich użyła, ale co tam!:)

Tak powstała kolejna wersja tego ciasta. Okazało się też, że postępując nie do końca według wskazówek można osiągnąć całkiem przyzwoity efekt.



Wykorzystałam:
  • 300g obranych marchewek
  • 200g zmielonych migdałów, bez skórek
  • 300g drobnego cukru
  • 180g mąki orkiszowej 
  • 4 jajka
  • pół opakowania cukru waniliowego
  • małe opakowanie proszku do pieczenia
  • 1 cytryna
  • szczypta soli
  • masło do posmarowania totrownicy
  • cukier puder do posypania

1. Obrane marchweki starłam na drobnej tarce na sitko i delikatnie odcisnęłam sok.

2. Wymieszałam cukier, tarte migdały i mąkę oraz cukier waniliowy, proszek do pieczenia i szczytpę soli.

3. Cytrynę sparzyłam i starłam z niej skórkę na drobnej tarce, dodałam ją do marchewek.

4. Następnie do marchewek dodałam rozmącone jajka, mąkę połączoną z resztą skłądników i dokładnie wymieszałam wszystko, aż ciasto nabrało jednolitej konsystencji. Na początku wyglądało dziwnie, ale szybko przekonałam się, że wszystko będzie dobrze.

5. Totrownicę o średnicy 26 cm, wysmarowałam masłem i wylałam do niej ciasto.

Piekłam ok. 40 minut w tempetarurze 170 stopni. 


Posypałam ciasto cukrem pudrem ale wpadłam na pomysł, żeby następnym razem napączować je sosem cytynowym jak cytrynowe ciasto Nigelli. Skórka cytrynowa daje tu fajny aromat, więc pozostały sok można wykorzystać żeby jeszcze podrasować ciasto, zwłaszcza jak ktoś lubi kwaśne, rześkie wypieki.



Robiłam różne ciasta marchewkowe, to chyba mogę zaliczyć do najbardziej udanych. Jeżeli ktoś jeszcze nie zauważył - nie dodaje się do niego ani grama tłuszczu;) W oryginalnym przepisie jest o 100g więcej migdałów i o 100g mniej mąki. Użyłam mąki orkiszowej ale można wykorzystać zwykłą. 

Jak widać kuchnia to nie laboratorium i zmiana proporcji niekoniecznie poskutkuje spektakularnym wybuchem piekarnika. Jednak chyba każdy, komu w życiu przytrafił się gniot tudzież zakalec, z mniejszym entuzjazmem podchodzi do różnych eksperymentów, czy nie?



3 marca 2013

Nie dla kota bliny

Bliny gryczane nie są przekąską ekspresową - potrzebują czasu na wyrośnięcie ale na pewno warto poświęcić im chwilę. Można podawać je z sałatką śledziową, kawiorem czy z wędzonym łososiem i kwaśną śmietaną, jak te nasze dzisiejsze. Same są jednak tak smaczne, że nie potrzebują żadnych ulepszeń. Przedwojenne książki kucharskie wskazują, że są dwie szkoły przygotowywania blinów. Pierwsza przewiduje tylko mąkę gryczaną, ale takie placuszki są twardsze i lekko gorzkawe. Druga przewiduje dodatek mąki pszennej i taki przepis funkcjonuje u nas w domu.


Składniki:
  • 125g mąki pszennej
  • 125g mąki gryczanej
  • 1,5 szklanki mleka
  • 40g masła
  • 15g świeżych drożdży
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1 jajko
  • sól
  • sklarowane masło lub olej do smażenia

Najlepiej jeżeli wszystkie składniki mają temperaturę pokojową.

1. Przygotowujemy rozczyn. Drożdże wkładamy do kubka, wsypujemy pół łyżeczki cukru i chwilkę ucieramy. Dodajemy łyżkę przesianej mąki pszennej i cały czas mieszając lekko podgrzane mleko, wystarczy dwie łyżki. Rozczyn trzeba mieszać i rozcierać tak by był idealnie gładki, o konsystencji śmietany.

Tak przygotowany rozczyn, przykrywamy ściereczką  i odstawiamy w ciepłe miejsce na ok. 20 minut. 

2. Obie mąki przesiewamy do dużej miski, wsypujemy troszkę soli i mieszamy. 

3. Oddzielamy białko od żółtka. Żółtko ucieramy z resztą cukru. 

4. Roztapiamy delikatnie masło (wykorzystałam do tego mikrofalę - wreszcie do czegoś się przydała)

5. Dojrzały rozczyn (ma podwoić swoją objętość) przelewamy do miski z mąką.

6. Drewnianą łyżką mieszamy mąkę z rozczynem, dodajemy utarte żółtko, ciepłe masło i cały czas mieszając stopniowo wlewamy lekko podgrzane mleko. Trzeba mieszać, aż wszystkie składniki się połączą i powstanie gładkie ciasto o konsystencji gęstej śmietany. 

7. Przykrywamy ciasto ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce, żeby wyrosło (potrwa to ok. 45 minut). 

8. Jak ciasto podwoiło swoją objętość, mieszamy je ponownie. Opadnie, ale nie wpadamy w panikę - zaraz znowu urośnie:) w tym czasie ubijamy pianę z białka. Następnie mieszamy ją delikatnie z ciastem drewnianą łyżką.

9. Smażymy bliny na średnim ogniu na natłuszczonej, rozgrzanej patelni. Wylewamy po 2 łyżki ciasta, formując placuszki, smażymy po ok. 2 minuty z każdej strony. 


Usmażone bliny układamy jeden na drugim, piętrowo i trzymamy w cieple. Można owinąć je w folię aluminiową lub przełożyć do żeliwnego garnka i wstawić do ciepłego, wyłączonego piekarnika. Podajemy ciepłe. Zanim sobie uświadomiłam, że wypadałoby podać jaka ilość wychodzi z tych proporcji zjedliśmy kilka ale na pewno wyszło ponad 15 sztuk.

W tych samych książkach wyczytałam, że bliny wprost wołają o wódkę więc jakby ktoś się zastanawiał co najlepiej do nich pasuje, to zmrożona wódka jest strzałem w dziesiątkę.

...a tu już kulisy powstawania zdjęć i Lola smakoszka, która doceniła wspaniałe połączenie łososia z kwaśną śmietanką:)




2 marca 2013

Muszle powracają ze szpinakiem i ricottą

Ponieważ jest tu więcej makaronożernych, zgodnie z wczorajszą obietnicą, dzisiaj muszelki ze szpinakiem. Wyszły pyszne, wyglądają bardzo przyjemnie, a robi się je banalnie prosto więc nie pozostaje Wam nic innego jak powtórzyć w domu:) 




Składniki (porcja dla 4 osób):
  • ok. 40 muszli makaronowych
  • 500g szpinaku (użyłam mrożonego)
  • 250g sera ricotta (twarożku)
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki masła
  • parmezan do posypania
  • pieprz biały, gałka muszkatołowa, sól
coś co dumnie nazywa się sosem:
  • pół szklanki bulionu
  • szklanka pasty pomidorowej z kartonu
  • sól, pieprz

1. Makaron ugotować w lekko osolonej wodzie, al dente, odcedzić. Wyłożyć tak, żeby się nie posklejał. 

2. Drobno posiekany czosnek podsmażyć na łyżce oliwy lub maśle.

3. Dodać szpinak, resztę masła i poddusić. Następnie wmieszać ser ricotta. Na koniec przyprawić solą i szczyptą białego pieprzu, gałką muszkatołową.

4. Sos pomidorowy wylać do żaroodpornego naczynia i układać w nim nafaszerowane muszle. Całośc posypać parmezanem.

Zapiekać w temperaturze 190 stopni ok. 20-30 minut.


udało mi się złapać pierwsze wiosenne słoneczko na talerzu


Smacznego!:)

1 marca 2013

Dziewczyny uszy do góry!

Ten post wyjątkowo dedykuję wszystkim kobietom, które dzisiaj nie wykluczały samobójstwa, bo chłopaki nie płaczą, jak powszechnie wiadomo. Ostatnio ostro ćwiczę pozytywne myślenie, kto tu czasami zagląda, to wie.

Odwiedziłam kilka znajomych blogów i co widzę? Jak przed tłustym czwartkiem królowały pączki tak teraz jakaś czarna rozpacz. Jakieś zbiorowe marudzenie. Nie pomagacie. Może zamiast się kulturalnie dołować po prostu trzeba sobie popłakać, siarczyście tak jak Diane Keaton w "Something's Gotta Give". Jeżeli ta cudowna kobieta nie poprawi Wam humoru, to ja się poddaję i też idę płakać. Nie dajcie się chandrze i pamiętajcie, nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być gorzej;) 



Co Wy robicie, żeby poprawić sobie humor? Ja oglądam swój ulubiony film, do tego wino, Häagen - Dazs i dopóki nie wpadnę w alkoholizm czy otyłość uznaję swój sposób za dobry. Podzielcie się swoimi to je wszystkie wypróbujemy w weekend :D

Muszle zapiekane z bakłażanem i pomidorami

Nic na to nie poradzę, że makaron mogę jeść bez ograniczeń. Codziennie, dwa razy dziennie. Jeżeli wierzyć zasadzie - "jesteś tym co jesz", to za jakiś czas zamienię się w misia haribo albo długą cienką kluseczkę.

Dziś padło na conchiglioni - makaronowe muszle. 







Składniki:
  • ok. 30 muszli makaronowych
  • 1 nieduży bakłażan
  • 1 puszka pomidorów
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 łyżki oliwy
  • 1 łyżka zielonego pesto (ewentualnie)
  • kilka łyżek tartego parmezanu
  • sól, pieprz, ulubione zioła
sos:
  • dwie szklanki pasty pomidorowej z kartonu
  • świeża bazylia
  • sól, pieprz

1. Makaron ugotować w lekko osolonej wodzie, al dente, odcedzić. Wyłożyć tak, żeby się nie posklejał, niech czeka na swoją kolej.

2. Drobno posiekany czosnek podsmażyć na łyżce oliwy, zdjąć z patelni.

3. Bakłażana pokroić w plastry i oprószyć solą. Po kilkunastu minutach delikatnie się "spoci", osuszyć go papierowym ręcznikiem.

4. Pokroić bakłażana w kosteczkę i podsmażyć na dwóch łyżkach oliwy. 

5. Dodać pokrojone pomidory, czosnek, sól, pieprz i smażyć, aż sok odparuje. Dodałam łyżkę zielonego pesto. Można przyprawić bazylią czy innymi ulubionymi ziołami. Na koniec dodać dwie - trzy łyżki tartego parmezanu i wszystko wymieszać.

6. Nadziewać muszle farszem, jest to dużo łatwiejsze niż w przypadku cannelloni.

7. Pastę pomidorową posolić, popieprzyć i dodać posiekaną bazylię. Wylać ją do żaroodpornego naczynia i wyłożyć nadziane muszle. Całość obsypać parmezanem.

Zabijcie mnie, nie patrzyłam na zegarek i nie wiem ile siedziały w piekarniku. Piekłam je w temperaturze 190 stopni aż się ładnie zarumienił ser (stawiam, że ok. 20 minut).

Idę za ciosem i jutro robię muszelki z serem lub szpinakowe. Kto się pisze?


Udanego weekendu!