24 listopada 2015

Patrzę na datę ostatniego wpisu: 8 marca 2014 !! 

Co ja robiłam przez tyle czasu? 

Wszystko. Czy może nic?

Co u Was?

Odkąd urodziła się Jagódka jestem człowiekiem renesansu, szefem kuchni, pielęgniarką, sprzątaczką, tragarzem, zaopatrzeniowcem, psychologiem, koordynatorem, nauczycielem, managerem, kierowcą.....
Kojarzycie tę reklamę, w której przeziębiona mama wchodzi do pokoju córeczki i mówi: "Alicjo, chyba jednak muszę wziąć jeden dzień wolnego. Poradzisz sobie, prawda?". Co na to Alicja? Zapomnij. Alicja jest szefem wymagającym, a ty jesteś jej najlepszym pracownikiem i bez ciebie wszystko weźmie w łeb.
Niech mi ktoś powie, że zajmowanie się dzieckiem, domem, to nie jest żadna praca. Czasami ciężko jednak dostrzec gołym okiem efekty tego syzyfowego zajęcia. Zwłaszcza kiedy dziecko pozostawione na jedną sekundę zastaje się ubabrane od stóp do głowy pastą do butów, przeprowadzające test smaku podeszwy starego converse'a. 





Każda kobieta po urodzeniu dziecka, musi podjąć decyzję czy i kiedy wróci do pracy zawodowej, o ile to sytuacja nie zmusza jej do szybkiego podjęcia pracy. Ciekawa jestem jak było u Was w domu. 
Jeżeli chodzi o mnie, to korporacja zawodowa zdecydowała za mnie. Postanowiła uprzykrzyć mi życie i nie dopuścić do egzaminu zawodowego. Nie akceptuję tego, że ktoś chce odebrać mi coś na co ciężko pracowałam, tylko dlatego że jestem dla niego potencjalną konkurencją. Zobaczymy jak ten konflikt się zakończy, nie pozostałam bierna.




Tymczasem... :)

Postanowiłam być po prostu szczęśliwa.

Dziecko bywa cudowną inspiracją do działania. Jakiś czas temu szukałam huśtawki dla córeczki, ale nie mogłam znaleźć takiej jaka by mi odpowiadała. Tak więc po dłuższym namyśle zaczęłam robić własne. Mam nadzieję, że spodobają się dzieciom i rodzicom. Współpracuję z fajnymi ludźmi, znajduję piękne materiały, wkładam w to całe serce i jestem pełna pozytywnej energii. Daje mi to poczucie, że mam coś swojego, odskocznię od codziennej domowej rutyny. Jak macie ochotę, zapraszam do obejrzenia mojego sklepu BoogieWoodie, a jeżeli Wam się spodobały moje maleństwa to zapraszam na fanpage na fejsbuku, przewiduję konkurs i tam m.in. o tym napiszę w niedługim czasie. 


huśtawka BoogieWoodie



PS
Jeżeli ktoś się zajadał ciastem marchewkowym z tego przepisu, to może będzie chciał spróbować jego wersji 2.0 ;)
Wygląda ona w ten sposób, że:
- nie dodajemy skórki z cytryny, 
- połowę migdałów zastępujemy mielonymi orzechami włoskimi,
- doprawiamy szczyptą cynamonu.

Słodzę to ciasto miodem lub cukrem kokosowym. Reszta pozostaje niezmieniona. Jest pyszne, wilgotne, zdrowe i wartościowe dla dzieci dlatego wspólnie z Jagą polecamy je na jesienno-zimowe przekąski!  




10 komentarzy:

  1. Cześć, miło Cię widzieć - Was:-) Gratuluję rozwoju i przykro mi z powodu zawodowych. Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurka, sporo czasu minęło rzeczywiście:-), ale super, że coś się u Ciebie dzieje innego poza macierzyństwem i jeszcze fajniej, że nadal się rozwijasz i robisz to co sprawia Ci przyjemność. Szkoda, że moja córka już wyrosła z takich słodkich huśtawek :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wrociłas :)) nawet nie wiesz jak sie ciesze, czesto tu zagladałam i po prostu po ludzku bylo mi przykro ze sie nie odzywasz. Hustawki sa slodkie. CHCE JEDNA :) Zapraszam czasami do mnie, serdecznie pozdrawiam i pisz czesciej.

    OdpowiedzUsuń
  4. mam nadzieje ze bedzie coraz wiecej wpisów :)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo lubie tu zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie czas ucieka nieubłagalnie a przy dziecku zwłazcza :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdecydowanie bycie mamą różni się od pracy w szybkapizza.pl - my możemy wziąć urlop :) Wielkie gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bycie mamą to trudny orzech do zgryzienia, ale dasz sobie radę!

    OdpowiedzUsuń
  9. Przede wszystkim – gratulacje! :) Ja sama też zostałam mamą jakiś czas temu, chociaż mam wrażenie, że to było chwilę temu. Zdążyłam już wrócić do pracy do infraline.pl i muszę powiedzieć, że mała nie daje mi spokoju. A myślałam, że w przedszkolu się wybawi i wyszaleje – a gdzie tam! :) Mam wrażenie, że w domu ma jeszcze więcej energii :) Życzę Ci i Małej dużo zdrówka, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Bardzo lubię je czytać! ♥