25 stycznia 2013

Zając na balu

Tak à propos karnawału. Przypomniał mi się jeden z moich pierwszych bali. To było w przedszkolu. Mama przygotowała mi strój własnoręcznie (wtedy nie było sklepów, w których można było kupić te wszystkie gadżety). Byłam zającem, z futrzaną czapką z uszami na drucikach, kamizelką i ogonkiem na tyłku. Spokojnie, bez skojarzeń. Bardziej niż króliczka z Playboya dla dewiantów przypominałam małego człowieka z epoki paleolitu. Niemniej jednak byłam strasznie szczęśliwa, że choć przez jeden dzień mogłam być zającem...

Jakie było moje zdziwienie, kiedy na balu zastałam same królewny, czarodziejki, wróżki i inne kolorowe sukienki. Najmniej dziewczęcy spośród tego towarzystwa był czerwony kapturek. Co na ten temat mógł pomyśleć zając w rajtuzach?
Jakiś czas później w szkole tańca pani instruktorka, bez konsultacji ze mną, stwierdziła, że będę chłopcem na pierwszym występie, ponieważ jako jedyna dziewczynka miałam krótkie włosy, a było za mało chłopaków. Zamiast w spódnicy miałam wystąpić w męskim stroju krakowiaka. Kariera taneczna została przerwana, a eks-zając, ze łzami w oczach, wrócił do domu zapuszczać włosy. 

Jak to jest, że dzieci lubią się "wtopić", a dla niejednego dorosłego koszmarem jest spotkać na imprezie kogoś w identycznej sukience od Dolce czy innego banana. W gruncie rzeczy chodzi o to samo - jak odbierze nas otoczenie. Raz jesteśmy dziwni, bo odstajemy za bardzo, a raz dziwni, bo właśnie za bardzo podobni.

Po latach spotkałam kolegę z przedszkola i okazało się, że on pamięta tego mojego zająca. Fajnie. Tak sobie myślę, że każdy powinien choć raz być "zającem" i niech żyje bal. Cieszę się, że mama nie chciała, żebym na siłę była jak wszyscy i pokazywała mi różne możliwości. Łatwiej później być dokładnie tym kim się chce. Lepiej, zamiast oglądać się na innych, więcej patrzeć pod swoje własne nogi, żeby przez przypadek nie wdepnąć w jakąś pośniegową kupę:)

Udanego weekendu! J.


11 komentarzy:

  1. You made my day!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zając powiadasz? Ja na swoim pierwszym balu byłam myszką, a na drugim....mężczyzną! U mnie nie dominowały księżniczki, a jakieś "dziwne" wytwory. Każdy kombinował ile wlezie...Jak "zostałam mężczyzną", to szelki i kapelusz pożyczałyśmy od starszego sąsiada, a wąsy mama mi zrobiła z włosów mojej lalki barbie...To były piękne dni!
    Zając, nie zając- brawa dla naszych mam za chęc kombinowania!
    A dzisiejsza nuta- nie znam, ale zaraz zabieram się za przesłuchanie "Pana Śnieg"! Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) ja jestem myszką codziennie - tak mnie zwie A. Fajnie choć jeden dzień być facetem ;) pozdrawiam!!

      Usuń
    2. Nooo Moja Droga, płyta "Happy to you" zamówiona! :D

      Usuń
  3. pamiętam tego zająca:-) wtedy wszystkie dziewczynki w przedszkolu(nie wyłączając zajączka) nosiły białe bluzki z wielkimi kołnierzami ozdobionymi kwiatkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Były były i jeszcze cała masa innych unikatowych ciuszków. koszmarem dla mnie były jednak rajtuzy bez lajkry :) z piętami w połowie łydki czy kolanami nie na miejscu.

      Usuń
    2. eeeej, a pamiętacie te koszmarne 2 paski biegnące wzdłuż pupy?

      Usuń
    3. o tak! kolejny powód, dlaczego nienawidziłam chodzić w rajtuzach:)

      Usuń
    4. To była zmora mojego przedszkola! ;)

      Usuń
  4. dzisiaj każdy NORMALNY zabiłby się o takie zająca...
    z biegiem czasu chyba dostrzegamy różne wady i zalety życia w tych a nie innych czasach ..
    i tak jak mówicie że kiedyś dzieciaki były przebrane za DZIWNE COŚ to w dzisiejszych czasach i my nie potrafimy nadarzyć za tym DZIWNYM CZYMŚ z dziecięcego świata... wszystkie straszne (jak dla nas) postacie z bajek są cudami dla dzieciaków.. świat schodzi na psy :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Bardzo lubię je czytać! ♥