31 stycznia 2013

Odwrócone ciasto z jeżynami

A. uważa, że jak coś jest sprawdzone i dobre to nie ma powodu, żeby wprowadzać nowości. Jeżeli taką filozofię stosuje w każdej dziedzinie swojego życia, to prawdopodobnie zestarzeje się ze mną wcinając ciasto z żurawinami. Odkąd znalazłam u Kingi najlepszy przepis na ciasto z żurawiną robię je (trochę po swojemu) regularnie. Jest naprawdę pyszne, jak ktoś lubi kwaskowate ciasta z owocami, musi je wypróbować.

Ponieważ ja jednak lubię nowości, poszliśmy na kompromis i dzisiaj to samo ciasto ale w wersji z jeżynami.



Wyszło zaskakująco dobrze. Nigdy wcześniej nie dodawałam jeżyn do ciasta, także nie miałam żadnych oczekiwań. Zazwyczaj, jak się ich nie ma pojawia się miła niespodzianka.




składniki:

  • 8 łyżek masła 
  • 1 szklanka cukru brązowego (może być biały)
  • 1 jajko 
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1,5 szklanki mąki orkiszowej (może być zwykła)
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia 
  • 1/4 łyżeczki soli 
  • 1/2 szklanki mleka 
  • 1,5 szklanki jeżyn (użyłam mrożonych)

1. Tortownicę o średnicy 21 cm wysmarować 2 łyżkami masła (dno dosyć grubą warstwą), następnie na masło wyłożyć 1/2 szklanki cukru i obtoczyć całą foremkę (zostawić cukier równo rozłożony na dnie). 

2. Następnie wysypać jeżyny uprzednio (rozmrożone), umyte i osuszone. 

3. Pozostałe 6 łyżek masła utrzeć z pozostałą 1/2 szklanki cukru na puszystą masę, pod koniec dodać jajko i cukier waniliowy i dokładnie połączyć. 

4. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę, sól i proszek do pieczenia. 

5. Cały czas miksując masę maślaną dodawać w kilku partiach na zmianę mieszankę mąki na przemian z mlekiem. 

6. Ciasto wyłożyć na przygotowane w formie jeżyny.

Sok z jeżyn lubi wyciekać do piekarnika, więc można formę zabezpieczyć od dołu folia aluminiową.


Piec w temperaturze 175 C ok. 40-50 min do suchego patyczka.

Upieczone ciasto należy wyjąć z piekarnika, ostudzić. Następnie do blaszki przyłożyć talerz i odwrócić tak aby owoce owoce były na górze.

mniam niam niam:)


a propos pysznego, odwróconego ciasta z ananasem, o którym wspominacie w komentarzach - coś dla fanów Gotowych na wszystko;)

29 stycznia 2013

W roli głównej: marchewka

Jak już wspominałam, szaleję ostatnio z blenderem i miksuję wszystko niczym didżej z remizy strażackiej (podejrzewam, że A. do tej pory nie domyślił się co się stało z biednym widelcem, który obecnie przypomina bardziej świński ogon).

Może warzywne papki nie są zjawiskowe czy specjalnie fotogeniczne, ale ponoć nie liczy się wygląd tylko wnętrze. Ale bez kokieterii i haseł propagandowych. Dziś puree z marchewek, które:

  • zawierają witaminę A, C, witaminy z grupy B, a także witaminę E, H, K oraz PP
  • ponadto zawierają składniki mineralne, kwas foliowy i wiele innych dobrodziejstw jak błonnik
  • korzystnie wpływają na naszą skórę i wzrok, ochronią przed drobnoustrojami, działają antyoksydacyjnie, wzmacniająco na odporność;
  • potrafią być urocze, zabawne... a wiadomo, że śmiech to zdrowie :D znalazłam w sieci cudne zdjęcia:





źródłó: 10dailythings.com





składniki:
  • 1kg marchewki
  • pół pomarańczy
  • łyżka miodu
  • kawałek świeżego imbiru
  • 2 łyżki masła
  • sól
  • pieprz cayenne

Marchewki trzeba obrać i pokroić na mniejsze kawałki. Kiedy się ugotują odcedzić i zmiksować z imbirem, połówką obranej pomarańczy, resztą składników, przyprawić solą i pieprzem, wymieszać. Takie puree może być wspaniałym dodatkiem do obiadu. Ma dosyć intensywny smak, jest jak zderzenie zimy z latem na talerzu. Oby zima niedługo przegrała czego sobie i Wam życzę.

Jakie są Wasze sposoby na marchewkę w roli głównej i zimową chandrę?

28 stycznia 2013

Zupa z brukselki z orzechami

Kto nie znosił brukselki jak był mały ręka w górę. Trauma z dzieciństwa pozostała i jakoś specjalnie nie przepadam za nią do tej pory. Czy po takim wstępie ktoś zechce spróbować mojej zupy? 

Jeżeli chodzi o zupy, to już inna historia. Miksuję wszystko co da się zmiksować (ślad po ostatnim kremie do tej pory straszy z sufitu) i stwierdzam, że zupa z brukselki jest po prostu PYSZNA.




do mojej brukselkowej:
  • ok. 0,5 kg brukselki (użyłam mrożonej - cóż zima)
  • 3 szklanki wywaru z warzyw 
  • szczypta majeranku
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • łyżka soku z cytryny
  • szczypta cukru (użyłam brązowego)
  • sól, pieprz
  • jako wkładka do zupy: kila orzechów włoskich 

1. Ugotuj wywar z selera, marchewki, pietruszki i cebuli koniecznie z liściem laurowym. Jeżeli się śpieszysz i używasz gotowego kupowanego bulionu, zwróć uwagę, żeby nie był za bardzo nafaszerowany chemią (chyba, że lubisz świecić się w nocy), wrzuć do niego listek laurowy i ziarnka pieprzu.

2. Brukselkę ugotuj do miękkości ze szczyptą gałki muszkatołowej.

3. Kiedy brukselka się ugotuje, odcedź ją i zmiksuj z odcedzonym wywarem z warzyw.

4. Przypraw szczyptą majeranku, gałki muszkatołowej, sokiem z cytryny, cukrem, solą i pieprzem do smaku.

Jeżeli wolisz rzadszą konsystencję zupy możesz dodać wody, w której gotowała się brukselka.

5. Kilka orzechów włoskich upraż na suchej patelni. Nie przypal. Dodaj je do zupy i... wcinaj ze smakiem!:)


mniaaam!

Co by tu jeszcze zmiksować?:)

26 stycznia 2013

a pod kruszonką... cieplutkie "conieco";)

Czytałam na (modny ostatnio) temat raw food, nurcie, który zakłada jedzenie surowizny. Są tacy, którzy bardzo ortodoksyjnie podchodzą do surowych produktów. Do mnie jakoś nie przemawia surowa fasola i takie tam. Za oknem śnieg i zrobiło się naprawdę zimno. Jak tu nie jeść gorącej zupy.
Brrrr!
Pierwsza myśl po lekturze - co by tu do piekarnika włożyć :D Chyba nie taki był zamysł autora, propagatora, ale dzięki jego surowemu wszystkiemu zapragnęłam pieczonego wszystkiego, jabłek z cynamonemmm.... gruszek, wszystkiego na ciepło, najlepiej pod kruszonką:)





do kruszonki:
  • 30g migdałów w płatkach
  • 30g mąki
  • 20g cukru pudru
  • 30g masła
  • mała szczypta soli

na conieco:
  • 2 gruszki
  • 2 jabłka
  • garstka rodzynek i suszonych żurawin
  • szczypta cynamonu
  • odrobina imbiru
  • łyżeczka brązowego cukru


1. Z czystego lenistwa starłam na tarce obrane owoce, można je drobno pokroić w plastry. Dodałam do nich rodzynki i żurawinę, cukier, cynamon oraz imbir. Wszystko wymieszałam i wyłożyłam do 4 kokilek (można zapiekać w większym naczyniu, nie dzieląc na porcje).

2. Suche składniki kruszonki wymieszałam. Zimne masło pokroiłam na drobniejsze kawałki. 
Palcami wymieszałam wszystko, aż uzyskałam strukturę kruszonki.

3. Posypałam owoce kruszonką, tak żeby całkowicie je przykryła i zapiekałam 25 minut w temperaturze 190 stopni. 


Zimową porą nie ma chyba lepszego deseru. Pozdrawiam fanów raw food oblizując łyżeczkę z gorących, pachnących jabłuszek :)


25 stycznia 2013

Zając na balu

Tak à propos karnawału. Przypomniał mi się jeden z moich pierwszych bali. To było w przedszkolu. Mama przygotowała mi strój własnoręcznie (wtedy nie było sklepów, w których można było kupić te wszystkie gadżety). Byłam zającem, z futrzaną czapką z uszami na drucikach, kamizelką i ogonkiem na tyłku. Spokojnie, bez skojarzeń. Bardziej niż króliczka z Playboya dla dewiantów przypominałam małego człowieka z epoki paleolitu. Niemniej jednak byłam strasznie szczęśliwa, że choć przez jeden dzień mogłam być zającem...

Jakie było moje zdziwienie, kiedy na balu zastałam same królewny, czarodziejki, wróżki i inne kolorowe sukienki. Najmniej dziewczęcy spośród tego towarzystwa był czerwony kapturek. Co na ten temat mógł pomyśleć zając w rajtuzach?
Jakiś czas później w szkole tańca pani instruktorka, bez konsultacji ze mną, stwierdziła, że będę chłopcem na pierwszym występie, ponieważ jako jedyna dziewczynka miałam krótkie włosy, a było za mało chłopaków. Zamiast w spódnicy miałam wystąpić w męskim stroju krakowiaka. Kariera taneczna została przerwana, a eks-zając, ze łzami w oczach, wrócił do domu zapuszczać włosy. 

Jak to jest, że dzieci lubią się "wtopić", a dla niejednego dorosłego koszmarem jest spotkać na imprezie kogoś w identycznej sukience od Dolce czy innego banana. W gruncie rzeczy chodzi o to samo - jak odbierze nas otoczenie. Raz jesteśmy dziwni, bo odstajemy za bardzo, a raz dziwni, bo właśnie za bardzo podobni.

Po latach spotkałam kolegę z przedszkola i okazało się, że on pamięta tego mojego zająca. Fajnie. Tak sobie myślę, że każdy powinien choć raz być "zającem" i niech żyje bal. Cieszę się, że mama nie chciała, żebym na siłę była jak wszyscy i pokazywała mi różne możliwości. Łatwiej później być dokładnie tym kim się chce. Lepiej, zamiast oglądać się na innych, więcej patrzeć pod swoje własne nogi, żeby przez przypadek nie wdepnąć w jakąś pośniegową kupę:)

Udanego weekendu! J.


23 stycznia 2013

Sernik prawie oswojony...

Wczoraj wspominałam o serniku. Mój lęk przed nim był nieuzasadniony. Wydawało mi się, że nie da się go upiec, żeby czegoś nie schrzanić, a co do sernika mam swoje wymagania. Dla każdego idealny jest inny. Lubię delikatnie wilgotny, bardzo serowy, lekko kwaśny i nie za słodki. Klasyczny, bez żadnych budyniów, dodatków, udziwnień, jedynie z rodzynkami, ewentualnie skórką pomarańczową. 



Mój pierwszy sernik chyba się udał (jeżeli wierzyć zakochanemu facetowi), wyrósł, aż za bardzo i mimo usilnych próśb (nie pękaj mały) trochę popękał. Opadł nieznacznie. W każdym przepisie powinno się pisać o tym, żeby nie denerwować jedzenia, nie sterczeć przy drzwiczkach piekarnika i nie obserwować. Najlepiej zapomnieć i trochę przypalić, takie wyluzowane ciasto zawsze się uda.




Mimo, iż znam swój piekarnik jak tego łysego konia i podstawowe zasady pieczenia sernika też, jeszcze sporo ich upiekę zanim poznam sekret idealnie równego i gładkiego... Tymczasem smak mojego już dziś uważam za idealny (!)


sernik według przepisu mojej mamy:
  • 25 dag masła
  • 30 dag cukru pudru
  • 6-8 jaj (u mnie 7)
  • sok z 1 cytryny
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • 2 łyżki kaszy manny
  • 1 kg twarogu
  • 5 dag rodzynek (u mnie 10 dag)
  • 5 dag skórki pomarańczowej (pominęłam)

1. Masło, utrzeć z cukrem, dodać żółtka i cukier waniliowy, dalej ucierać. 

2. Następnie dodać sok z cytryny, kaszę i twaróg trzykrotnie zmielony (użyłam sera zmielonego President niesłodzonego). Wszystko wymieszać delikatnie łyżką. 

3. Białka ubić na sztywno i delikatnie łyżką wymieszać je z masą serową. 

4. Dodać rodzynki, ewentualnie skórkę pomarańczową i wszystko razem wymieszać.

Tortownicę o średnicy 26 cm wysmarować masłem, dno wyłożyć papierem do pieczenia i też wysmarować, obsypać tortownicę bułką tartą lub zmielonymi biszkoptami. 

Masę wyłożyć do tortownicy, kopiasto na środku - sernik lubi gwałtownie opadać, jak nastroje polskich kibiców.

Swój piekłam w temperaturze 150 stopni przez godzinę, następnie zmniejszyłam temperaturę do 120 stopni i dopiekał się jeszcze sporo ponad godzinę. Po upieczeniu pozostawiłam go w piekarniku z delikatnie uchylonymi drzwiczkami do całkowitego wystygnięcia (sernika i piekarnika).

Czerpiąc garściami z doświadczenia starszych i bardziej doświadczonych dowiedziałam się, że: 
- wszystkie składniki sernika powinny być w temperaturze pokojowej (najlepiej wyjąć je z lodówki kilka godzin przed przygotowaniem)
- im niższa temperatura i dłuższy czas pieczenia tym większe szanse, że sernik nie opadnie. Można piec nawet do trzech godzin w temperaturze 120 stopni.


Jeżeli macie swoje niezawodne sposoby na sernik, sprawdzony ser zmielony, to piszcie. Może uda się zebrać niezbędną wiedzę na temat sernika i nikt już nie będzie się bał go piec ;)


22 stycznia 2013

Tu i teraz

Dalajlama zapytany o to, co najbardziej zadziwia go w ludzkości, odpowiedział: "Człowiek, poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze. Następnie, poświęca swoje pieniądze by odzyskać zdrowie. Oprócz tego, jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości. Żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak naprawdę nie żyjąc". Niby nic odkrywczego, a jednak jakaś prawda nieuświadomiona.

Często zamartwiamy się o kolejne dni, ciągle planujemy, ale także rozpamiętujemy przeszłość. Teraźniejszość sprowadza się do "byle do piątku". A jeżeli piątku nie będzie? Nie chodzi o to, żeby usiąść i trząść się ze strachu, że coś może pójść nie tak. Bardziej o to, żeby doceniać każdą chwilę, robić sobie małe przyjemności. Uśmiechać się do ludzi. Nie kłócić się o pierdoły. Kiedy się da - smakować, słuchać, być tu i teraz. Dowiedzieć się czegoś więcej o swoich bliskich, chociaż może nam się wydaje, że wiemy o nich już wszystko.

Co sprawia Ci przyjemność? On lubi sernik. Nigdy wcześniej nie piekłam sernika, do dziś. Siedzi właśnie w piekarniku. Jak wyjdzie, to zamieszczę go na blogu (jak się nie uda, to wykasuję ten post i się nigdy nie przyznam, że tu był:)
Może z bardzo ważnego powodu, a może bez powodu zamierzam być częściej tu i teraz. Dla siebie, dla niego i dla nas. Żyć tak jakby każdy dzień miał być ostatni i marzyć tak jakbyśmy mieli żyć wiecznie. Banał? Może, ale jaki trudny do zrealizowania. Wam się to udaje?


dlaczego boję się sernika?


niektórzy żyją wyłącznie tu i teraz, głównie śpią, ale kiedy głaskanie i jedzenie wraca do domu wszystko inne przestaje mieć znaczenie



20 stycznia 2013

Domowy budyń waniliowy

Czekoladowy budyń cieszył się dużym powodzeniem. Pojawiły się jednak głosy za waniliowym i zgodnie z prośbą, dzisiaj pyszny budyń waniliowy. Po sankach, ciepły podwieczorek jest idealny. Niech się schowa pan Oetker;)




Do domowego budyniu waniliowego potrzebne są: 

  • dwie szklanki (0,5 litra) mleka min. 2% 
  • 2 żółtka 
  • 3 łyżki cukru
  • laska wanilii (użyłam Kotanyi, ma dobrą cenę i jest dobrej jakości) 
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej 
  • 1 pełna łyżka masła 

1. Do utartych żółtek dodać jedną szklankę mleka, cukier i mąkę. Wymieszać wszystko, żeby się rozpuściło i nie było grudek.

2. Laskę wanilii rozciąć i wyciągnąć z niej ziarenka (można do tego użyć końcówki noża). Dodać ziarenka do mleka z żółtkami i resztą składników.

3. Do drugiej szklanki mleka dodać masło i pozostałą, całą laskę wanilii. Powoli zagotować mleko na małym ogniu, mieszając. 

4. Wyjąć laskę z mleka. Słodkie mleko wlewać powoli do mleka z masłem ciągle mieszając. Zmniejszyć delikatnie ogień i zagotować cały czas mieszając, aż budyń zgęstnieje i będzie gładki. Nie przypalić! 

5. Gotowy budyń przelać do miseczek.

nasz polałam domowym sokiem malinowym


Pasta jajeczna

Następna pasta. Tym razem z jajem. Wystarczy trochę szczypiorku i zapachniało wiosną...




Jest puszysta i pyszna. Najlepsza. Uznałam tak po tym, jak pewien maruda stwierdził, że zamiast deseru poprosi jeszcze jedną kanapkę z "tym", a nie znosi szczypiorku:) 


do "tego" potrzebujesz:
  • 4 jajka (najlepiej wiejskie lub z ekologicznego chowu, wolnego wybiegu)
  • 1,5 łyżki śmietany
  • 1,5 łyżki majonezu
  • 3 łyżki posiekanego szczypiorku
  • pieprz
  • sól

1. Jaja ugotować na twardo i oddzielić żółtka od białek.

2. Białka zetrzeć na tarce o drobnych oczkach. Żółtka utrzeć na gładko ze śmietaną i majonezem.

3. Wymieszać wszystko, dodać szczypiorek, pieprz i sól do smaku.

W wersji light możesz zamiast śmietany i majonezu użyć jogurtu. 






19 stycznia 2013

Beziki

Co można zrobić z trzema białkami, które zostaną po innych wypiekach? Oczywiście beziki. Są o tyle wdzięczne, że takie słodkie chmurki można podawać na wiele sposobów, z konfiturą, owocami, bitą śmietaną, kremem na bazie mascarpone....




Zrobiłam do swoich różowy krem, właśnie z serka mascarpone, malin i cukru pudru. Razem z bezikami wyglądał cudownie kiczowato. Jedliśmy go w mało elegancki sposób - wygrzebując bezami prosto z miseczki. Jedno posiedzenie i bezików nie ma. A co mi może zrobić takie małe ciasteczko?;)




Do klasycznych bezików potrzebne są:

  • 3 białka 
  • 120g drobnego cukru 
  • 1 łyżeczka soku z cytryny 
  • 1/2 łyżeczki mąki ziemniaczanej

1. Białka ubić na pianę. Pod koniec ubijania dodawać stopniowo cukier. Piana powinna być bardzo sztywna, błyszcząca. Na koniec dodać mąkę i sok z cytryny. Wymieszać.

2. Łyżką kłaść porcje masy bezowej na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, zachowując między bezami spore odstępy (minimum 4-5 cm), ponieważ bezy podczas pieczenia rosną. 


 3. Piec w piekarniku z termoobiegiem w temperaturze 110 stopni ok. 1,5 godziny, aż będą suche. Po upieczeniu pozostawić je w piekarniku z uchylonymi drzwiczkami do wystygnięcia.



Beziki można spokojnie przechowywać jakiś czas w szczelnym pojemniku. 

18 stycznia 2013

Ksylitol - słodź na zdrowie?

Jeżeli szukasz alternatywy dla cukru i wypróbowałeś już prawie całą tablicę Mendelejewa, nie znajdując satysfakcji - znalazłam coś ciekawego w sklepie ze zdrową żywnością.



Ksylitol to substancja słodząca, pozyskiwana naturalnie z kory brzozy. Jest łudząco podobna do cukru, ma jednak przeciwne działanie. Jest tak samo słodka jak cukier, ale zawiera 40% mniej kalorii (!!). Brzmi dobrze? Na tym nie koniec. Ksylitol pomoże Ci zadbać o piękny uśmiech :) 

Wygląda na to, że możemy słodzić, jednocześnie dbając o zęby i nie tyć, a poza tym:

  • ksylitol nie wywołuje próchnicy, wręcz ma działanie przeciwpróchnicze, a jego spożycie może sprzyjać likwidacji płytki nazębnej, przywraca właściwe PH jamy ustnej, remineralizuje szkliwo
  • zapobiega również chorobom przyzębia, zapaleniu dziąseł, a co za tym idzie - parodontozie
  • ma właściwości bakteriobójcze i bakteriostatyczne
  • może być spożywany przez diabetyków, ponieważ jest metabolizowany przy niewielkim udziale insuliny, wskutek czego posiada ponad 14-krotnie niższy indeks glikemiczny niż zwykły cukier
  • w przeciwieństwie do cukru, nie fermentuje w przewodzie pokarmowym, przeciwdziała procesom przedwczesnego starzenia się tkanek i narządów wewnętrznych oraz przyczynia się do przedłużania ich sprawności
  • zwiększa przyswajanie wapnia i magnezu, przywracając właściwą konsystencję kości, poprzez ich mineralizację, przeciwdziała osteoporozie 
  • wspomaga leczenie infekcji górnych dróg oddechowych 
  • posiada zdolność hamowania wzrostu bakterii wywołujących zapalenie ucha środkowego u małych dzieci
  • przyjazny przy nadkwasocie

Czego chcieć więcej? Jesteśmy uratowani! :)

Wyczytałam też, że efekty można zaobserwować po 3 miesiącach stosowania 15g (ok. 3 łyżeczek) ksylitolu dziennie. 
Nie powinno się go wprowadzać do diety nagle, w większych ilościach niż wskazana dawka dzienna. Nie zaleca się także podawania ksylolitu dzieciom do 3 roku życia.

Może warto wprowadzić zdrowy zwyczaj? Stwierdziłam popijając kawę z pianką i ...łyżeczką ksylitolu, żeby nie było;)

Wszystkiego najsłodszego!
i piosenka na weekend

17 stycznia 2013

Skórzana spódnica i Harley ...jeszcze nie mój

Część wczorajszego dnia spędziłam w salonie Harley'a*. Ponieważ skóry nieodłącznie kojarzą się z Harleyowcami pomyślałam, żeby w tych okolicznościach przyrody zrobić kilka zdjęć mojej ulubionej spódnicy i coś o niej napisać.



W tytule zastosowałam małe przekłamanie, a ta konkretnie spódnica uszyta jest z eko skóry (oznacza to tyle, że będzie rozkładać się milion lat, ale przynajmniej nikt nie zginął w związku z tym, że powstała). Kupiłam ją jednak nie ze względów ideologicznych, a estetycznych. Bardzo lubię skórzane spódnice jako takie. Skóra jest ponadczasowa jak Harley Davidson:) 


na zdjęciach spódnica z TOP SHOP

zdjęcia robiła moja mama:)

Zwłaszcza kiedy kupujemy klasyczne ubrania, w niezbyt udziwnionym kroju, mogą służyć przez lata (eko skóra przetrwa najprawdopodobniej nawet koniec świata;)
Skórzana spódnica pasuje prawie do wszystkiego. Lubię takie uniwersalne ubrania, które mogą być bazą do różnych zestawień. 


Mój tata i narzeczony są motocyklistami więc mam pewien sentyment do motocykli. Postanowiłam, że kiedy stopnieją śniegi, zapisuję się na kurs prawa jazdy, będę sama śmigać i uśmiechać się do pana ministra ze zdjęć pstrykniętych przez wszędobylskie fotoradary;)



Tymczasem czapka musi wystarczyć. Znalazłam fajną bejsbolówkę. Były niestety tylko dwa egzemplarze, z czego jeden nabyłam ja, więc może być problem z dostępnością :) ale polecam!



w zimie też się przyda

*Liberator Autoryzowany Dealer Motocykli Harley-Davidson w Warszawie

15 stycznia 2013

Krewetki w sosie z białego wina z pietruszką i chili

Od jakiegoś czasu chodzą za mną krewetki. Wiadomo, że jedyny sposób, żeby uwolnić się od pokusy to jej ulec. Kupiłam więc mrożone (jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma) krewetki i zrobiłam do nich pyszny sos. Podałam je z tagliatelle ale wyobrażam sobie jak dobrze muszą smakować ze świeżą chrupiącą bagietką... :) 



Składniki (na 3 duże porcje): 
  • 200g makaronu tagliatelle 
  • 12 krewetek tygrysich 
do sosu: 
  • 2 szklanki białego wina 
  • 1 szklanka bulionu warzywnego lub rybnego 
  • 1 szalotka 
  • 4 - 5 ząbków czosnku 
  • papryczka chili 
  • pęczek pietruszki 
  • sok z połówki cytryny 
  • sól, pieprz 
  • 2 łyżki masła 
  • oliwa z oliwek 

Ponieważ krewetki miałam zamrożone, przelałam je wrzątkiem na sitku, odcedziłam i osuszyłam papierowym ręcznikiem. 

Przygotowanie sosu, którym zajmuję się w pierwszej kolejności: 

1. Na patelni, na dwóch łyżkach oliwy, zeszklić drobno posiekaną szalotkę. 

2. Papryczkę, bez pestek, drobno pokroić i dodać do cebuli (w ilości zależnej od upodobań, postanowiłam nie być egoistką i wzięłam pod uwagę delikatniejsze podniebienia od mojego niewyparzonego, użyłam połówki), dalej dusić.

3. Dodać posiekany lub przeciśnięty przez praskę czosnek i jeszcze chwilę trzymać na patelni, tak żeby się zarumienił ale nie przypalił. 

4. Dodać wino, bulion i sok z cytryny, trochę soli i pieprzu. 

5. Gotować na małym ogniu, zredukować sos, tak żeby zmniejszył swoją objętość o około 50%. 

6. Wyłączyć ogień, dodać masło i wymieszać. Odstawić sos.


Makaron ugotować w osolonej wodzie, al dente


W tym czasie obsmażyć krewetki na maśle lub oliwie. Dodać do nich sos, posiekaną natkę pietruszki i tak wymieszany sos z krewetkami nakłożyć na odcedzony makaron.

Palce lizać!:)


13 stycznia 2013

Domowy budyń czekoladowy

Chyba jeden z najprostszych deserów, z niewyszukanych składników - klasyk. Domowy budyń. Trutki z torebek się do niego nie umywają. Sam decydujesz jakiej jakości składników używasz, bez aromatów, barwników i innych niezidentyfikowanych obiektów;)

mrożona malina skończyła swoją podróż w gorącym budyniu... trudno o lepszy happy end:)


Do domowego budyniu czekoladowego potrzebne są:
  • dwie szklanki mleka pełnotłustego (0,5 litra)
  • 1 żółtko
  • 3 łyżki cukru
  • 3 łyżki ciemnego kakao
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1 pełna łyżka masła

1. Do utartego żółtka dodać jedną szklankę mleka, cukier, mąkę i kakao. Wymieszać, żeby wszystko się rozpuściło i nie było grudek. 




2. Do drugiej szklanki mleka dodać masło i powoli zagotować na małym ogniu, mieszając.

3. Kakaowe mleko wlewać powoli do mleka z masłem ciągle mieszając. Zmniejszyć delikatnie ogień i zagotować cały czas mieszając, aż zgęstnieje i będzie gładki. Nie przypalić!

4. Gotowy budyń przelać do miseczek i posypać startą, gorzką czekoladą. Można podawać z owocami. Smażone wiśnie z sokiem wydają się być wprost idealne do tego... Szkoda, że przypomniałam sobie o nich po spałaszowaniu swojego budyniu;)





smacznego!

Pasta kanapkowa z wędzonym łososiem

Też znudziły Wam się serki do smarowania kanapek? Może przyszedł czas na domowe pasty. Jest tyle możliwości...



Pastę można zrobić prawie ze wszystkiego. Na przykład z wędzonym łososiem, bardzo prosta:

  • 150g serka śmietankowego 
  • kilka plasterków łososia
  • kilka gałązek koperku

Wszystko razem zmiksować i pasta gotowa. Chyba smakowało, sądząc po nienormalnej ilości pieczywa pożartego na śniadanie:)




11 stycznia 2013

Wieczór z grzańcem - jak przezimować, żeby nie zwariować

Przypomniałam sobie o grzańcu i już wiem jak przetrwamy zimę. Nie da się zupełnie na trzeźwo znieść niekończącego się deszczośniegu za oknem. Napaliliśmy w kominku, przygotowaliśmy grzańca i było prawie jak w knajpce z Glühwein'em na stoku. Tyle, że zamiast suszyć rękawice po śnieżnym szaleństwie, suszyliśmy zęby za sprawą jakiejś głupawej komedii w TV.




Można oczywiście kupić gotowego grzańca (bardzo przyjemny jest galicyjski) albo użyć gotowej mieszanki przypraw (często jednak zawierają straszną ilość cukru i wino z taką mieszanką to roztwór całkowicie nasycony). 

Do domowego grzańca potrzebna jest butelka czerwonego wina, nie musi być z najwyższej półki... Niektórzy upierają się, że powinno to być wino wytrawne i słodzą je cukrem bądź miodem. Inni twierdzą, że najlepsze jest półwytrawne czy półsłodkie. Ja użyłam półsłodkiego, najtańszego jakie było w sklepie, w ramach eksperymentu. Mój tato mawia, że tanie wino jest dobre, bo jest dobre i tanie ;) Do swojego wina dodałam kilka plastrów pomarańczy, dużą szczyptę goździków, szczyptę cynamonu i imbiru, odrobinę gałki muszkatołowej. 

Trzeba podgrzewać wino powoli na małym ogniu, aż będzie bardzo gorące. Uwaga! Nie zagotować. 
Żeby dłużej trzymało temperaturę wcześniej podgrzałam kubki w kuchence mikrofalowej.



Kiedy już nawet mój (niewychodzący zbyt często) kot, z utęsknieniem patrzy za okno, w oczekiwaniu na śnieg, to znaczy, że zima w tym roku zawodzi nie tylko małych saneczkarzy. Nie trzeba być wybitnym estetą, żeby stwierdzić, że wypatrywane przez Lolkę zające prezentują się dużo lepiej na białym puchu niż na zgniłej trawie. 

Grzaniec nie spowoduje, że zima tutaj będzie magiczna niczym w alpejskim kurorcie, ale za to świetnie rozgrzewa i bardzo poprawia humor :D 
Udanego weekendu! J&A 

Leniwe

Jaka jest moja ulubiona potrawa? Każda, zrobiona specjalnie dla mnie i podana pod nos. Mój facet robi mi leniwe! Może jakiś psycholog chętnie dorobi ideologię do tego, dlaczego niektórzy mężczyźni lubią zabawy z ciastem... Nie wnikam:) Robi też świetne ciasto na pizzę, ale kluchy są dużo łatwiejsze do zorganizowania. Jak ktoś preferuje bezmięsne piątki, to leniwe mogą być fajnym pomysłem na szybki obiad.




Do jego leniwych potrzebne są:

  • kostka sera białego półtłustego
  • 2 jajka
  • szklanka mąki
  • sól

Pewnie wszyscy znają leniwe, więc wiadomo, to bardzo proste. Cała sztuka polega na tym, aby do sera dodać jak najmniej mąki, żeby leniwe były naprawdę leniwe, a nie zwarte i gotowe jak polska reprezentacja na Euro 2012. Jadłam ostatnio takie kamory w jednym z warszawskich barów mlecznych i chcę to wspomnienie jak najszybciej wyprzeć. Ale do rzeczy...

1. Trzeba oddzielić żółtka od białek. 

2. Białka ubić na pianę ze szczyptą soli.

3. W misce utrzeć ser biały z żółtkami, widelcem.

4. Do sera dodawać pianę i mąkę (około pół szklanki) i delikatnie wymieszać łyżką.
Resztę mąki użyć do podsypywania ciasta, z którego uformować wałek i lekko zgnieść go widelcem. 


5. Kroić leniwe i wrzucić do osolonej, gotującej się wody. Wyłowić zaraz po wypłynięciu.


Wyszły mięciutkie, serowe, pyszne! Można je podawać na słodko - z cukrem (zwłaszcza interesujące dla dzieci) bądź w wersji dla prawdziwych mężczyzn - posolone oblane roztopionym masełkiem... tak jak lubię najbardziej.

Czy istnieje piękniejszy zapach od zapachu topionego, zarumienionego masła?




9 stycznia 2013

Zakolanówki

Uwielbiam wszystkie zakolanówki. Dziś jednak, ze względu na pogodę za oknem, będzie o tych grubych zimowych skarpetach, które są nie tylko bardzo sexy, ale pełnią funkcję praktyczną - grzeją nogi.

Od kilku dni rzadko wychodzę z łóżka (jeżeli w tym momencie ktoś pomyślał o różnych przyjemnych rzeczach, to niech swoje myśli skieruje na całkiem inny tor). Kicham, kaszlę i wyglądam bardzo antykoncepcyjnie. Znalazłam jednak sposób, by odwrócić uwagę od mojego czerwonego nosa i trochę się dogrzać - skarpety.    

Nie sądzę, że mam w domu jakiegoś specjalnego fetyszystę, ale głowa mojego faceta kręci się wokół własnej osi kiedy pląsam w zakolanówkach. Nie ma znaczenia co poza tym mam na sobie, ponaciągany sweter czy za dużą bluzę. Zakolanówki są też bardzo użytecznym narzędziem negocjacyjnym. Miły jest ewidentnie bardziej wyrozumiały dla moich postulatów, kiedy mam je na sobie.


Zakolanówki można nosić do trampek, szpilek, kozaków, oficerek, na rajstopy, do sukienek, spodenek... Jeśli dress code w Twoim miejscu pracy narzuca poważniejsze rozwiązania, mogą być opcją weekendową. Najbardziej podobają mi się w wersji zimowej, do ciężkich butów. W tym ostatnim wydaniu nie wyglądają zbyt wyzywająco, pretensjonalnie, nie wyjdzie "dzidzia piernik" czy lolitka uczennica. Aktualnie noszą je wszystkie kobiety, młodsze, starsze, grubsze, chudsze, wysokie i niskie, jak wszystko. Jestem za! Doprowadźmy do szału facetów i zmieńmy trochę ten szaro-bury okres puchowych kurtek w ultrakobiecy czas. Zaczynam od własnego domu.


źródło: calzedonia.it

źródło: calzedonia.it


7 stycznia 2013

Terapia czaszkowo - krzyżowa

Znów przez przypadek odkryłam genialną rzecz! Terapia czaszkowo - krzyżowa to wbrew pozorom nie coś na podobieństwo praktyk doktora Frankenstein'a. Nazywa się dosyć wątpliwie, ale naprawdę jest bardzo przyjemna. Polega na bardzo delikatnej manipulacji i uciskaniu w obrębie czaszki, miednicy, przepony (...), w celu rozluźnienia struktur łączno-tkankowych. Ich napięcie może przysporzyć wiele kłopotow zdrowotnych. 

Z punktu widzenia pacjenta terapia jest kojącym zabiegiem. Delikatny dotyk, zwłaszcza w okolicach głowy, wprowadza organizm w stan spokoju i równowagi. Podobno pod wpływem terapii ludzie zmieniają się pod względem psychicznym i fizycznym...

Z tego co wytłumaczył mi terapeuta działanie terapii wykorzystuje zdolności samoregulacji organizmu. Nie wiem dokładnie na czym to wszystko polega, ale tak szczęśliwa jak po kilkunastu minutach w jego rękach dawno nie byłam. Bardzo ciekawe doznanie. Po wyjściu z gabinetu praktycznie nie przestawałam się uśmiechać, co na polskich zachmurzonych ulicach może zostać odebrane jako przejaw nieleczonej choroby psychicznej. Dodatkowo wydawało mi się, że ważę tyle co nic i prawie unoszę się nad ziemią.  Spięcie, które od dawna mi towarzyszyło jakby zniknęło... Postuluję, żeby taka terapia była refundowana przez NFZ i obowiązkowa dla wszystkich. Pary zamiast na terapię małżeńską powinny w pierwszej kolejności udać się na terapię czaszkowo-krzyżową:)

Sprawdziłam, że może pomóc także w przypadku:

  • kłopotów z koncentracją
  • zaburzeń osobowości, nadpobudliwości
  • stresu
  • zaburzeń nastroju i przemęczeniu
  • zaburzeń snu
  • chronicznego zmęczenia
  • stanów depresyjnych po traumach fizycznych, emocjonalnych 
  • nerwic
  • nerwobóli 
  • bólów głowy, migren
  • kłopotów ze wzrokiem i słuchem, nawracających zapaleń uszu u dzieci i dorosłych 
  • zapalenia zatok
  • bólów kręgosłupa i pleców, zapalenia korzonków, rwy kulszowej, bolesnego napięcia barków
  • wszystkich urazów powypadkowych 
  • dysleksji

Wymieniłam tylko kilka zastosowań. Jeżeli ktoś jest zainteresowany, to szczerze polecam głębszą lekturę. Ktoś, kiedyś próbował terapii?

5 stycznia 2013

Makowiec (ciasto krucho-drożdżowe)

Do kiedy trzymacie choinki w swoich domach? Według jednej ze szkół, choinkę rozbiera się zaraz po Święcie Trzech Króli (które wypada jutro). Nie chcę się jeszcze rozstawać ze swoją choinką. Dajcie mi jakiś pretekst żeby zatrzymać ją na dłużej. Pretekstem do upieczenia czegoś pysznego może być Święto Trzech Króli.

Poniżej makowiec mojej mamy. Niby zwykły, ale makowiec ma to do siebie, że jak jest dobry to jest bardzo dobry :) i ten tak właśnie ma.



Składniki ciasta:
  • 40 dkg mąki pszennej 
  • 15 dkg masła
  • 5 dkg drożdży
  • 3 łyżki śmietany lekko kwaśnej
  • 1 opakowanie cukru waniliowego lub 1/2 utłuczonej laski wanilii
  • 2 czubate łyżki cukru pudru
  • 2 całe jaja i 1 żółtko
  • 1/3 łyżeczki soli

1. Drożdże rozmieszać dokładnie w 3 łyżkach śmietany. 

2. Na stolnicy posiekać nożem wszystkie składniki ciasta. 

3. Posiekane ciasto zagnieść rękami, tak aby było lśniące. Nie powinno być zbyt ścisłe. 

4. Gotowe ciasto podzielić na dwie części. Rozwałkować cienko na kształt prostokąta na lekko omączonej stolnicy.



Do farszu makowego potrzebne są:
  • 40 dkg maku suchego zmielonego 
  • 400 ml mleka
  • 15 dkg masła
  • szklanka miodu 
  • 2 opakowania cukru waniliowego
  • 10 dkg posiekanych orzechów włoskich
  • 15 dkg rodzynek
  • 1/2 filiżanki skórki pomarańczowej
  • 2-3 białka
  • 1/2 szklanki cukru pudru

1. Mleko zagotować, wymieszać z makiem i jeszcze krótko gotować.

2. W rondelku rozpuścić masło, miód, cukier waniliowy.

3. Dodać do rondla orzechy, rodzynki, skórkę.

4. Wszystko wymieszać w rondlu z makiem i podsamżać ok. 15 minut. Uważać, żeby nie przypalić, trzeba mieszać. 

5. Do przestudzonej masy makowej dodać ubite na sztywno białka z cukrem pudrem.

Można dodać kieliszek rumu lub koniaku dla podniesienia smaku.

6. Jeszcze letnią masę podzielić na 2 części i wykładać na rozwałkowane ciasto. 

7. Zwinąć ciasto i zakleić boki.

8. Przenieść ciasto na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i zostawić na godzinę, aby wyrosło.

9. Ponakłuwać wykałaczką i piec w temperaturze 180 stopni ok. 45-50 minut, aż ciasto się zarumieni.



4 stycznia 2013

Biżuteryjny kołnierzyk

Dostałam w prezencie od mamy cudny kołnierzyk, który sama zrobiła z kawałka filcu i pasmanteryjnych błyskotek. Nie podejrzewałam jej o takie robótki, tak jak mnie nie podejrzewano o to, że gotuję (niektórzy to mieli nawet wątpliwości czy jem). 



Wracając do kołnierzyka - jest na tyle ozdobny, że zastępuje biżuterię. Nadaje się na wieczorne wyjście, w wersji z głębokim dekoltem, ale także świetnie pasuje do stylu pensjonarki. 




W karnawale i nie tylko, może być bardzo fajnym dodatkiem. Wystarczy filc, trochę szkiełek, koralików, klej oraz igła z nitką. Dla niektórych to pestka ;)